Czyli Trieste i moje nowe życie
RSS
piątek, 18 marca 2016

Podjęłam decyzję o założeniu drugiego bloga bo na tym szablonie nie mam już siły...zawsze coś nie tak jakbym sobie tego życzyła... zapraszam więc tutaj:        Mi chiamo Elisabetta

 

 

 

07:44, eliatrieste
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 marca 2016

W ostatnich dniach albo leje albo wieje, albo jedno i drugie...Mieszkając w Trieste trzeba nauczyć się żyć z wiatrem zwanym "bora". Bora jest porywista, siła wiatru bywa różna, cztery lata temu doświadczyłam wiejącej 160km/h... wiało przez dwa tygodnie...kończyłam pracę po północy i chociaż do domu miałam niecałe 10 minut, to spacerek miałam pełen wrażeń...Są takie miejsca gdzie siła wiatru jest jakby podwójna, trzymałam się barierek, słupów i czego się dało żeby mnie nie zwiało...a do tego fruwające śmieci, doniczki, parasole, części dachów...

Dziś świeci słońce dla odmiany i gdyby nie bora to mielibyśmy bardzo ładną niedzielę... Mam mały balkon, który marzyło mi się ukwiecić, marzenia szybko musiałam zredukować...to było tak, powiesiłam skrzynkę na kwiaty, kupiłam pięknie kwitnące pelargonie, przesadziłam i cieszyłam się widokiem ukwieconego balkonu przez dwa dni...budzę się rano patrzę i nie wierzę...skrzynka na kwiaty pusta...wychodzę na balkon i widzę w ziemi sterczące badylki...po całej reszcie ani śladu...moje pelargonie po prosu ścięło i powiało daleko daleko... Teraz donice i skrzynki stawiam na posadzce...zawsze to coś :)

boracartolina.jpgnggid03381ngg0dyn640x480x10000f0w010c010r110f110r010t010

11:29, eliatrieste
Link Komentarze (3) »
wtorek, 08 marca 2016

Moje nowe życie to także nowe przyjaźnie i znajomości. Przybyłam do Trieste sama jak palec zdecydowana na wszystko, gorzej przecież być nie mogło (oj mogło mogło...) Na szczęście niewiedza jest zbawienna, a nadzieja daje nadprzyrodzoną siłę. Jestem jak Feniks :)

Mam szczęście do poznawania pięknych ludzi, zwyczajnych, dobrych, otwartych, często "dziwnych" i "zakręconych"... dziś chciałabym podzielić się moimi subiektywnymi odczuciami na temat różnic między kobietą Polką i kobietą Włoszką. Wiele razy słyszy się o parach (małżeństwach) włosko-polskich, w których to ON jest made in Italy, a nie na odwrót... Myślę, że powodem nr1 jest nasze milsze usposobienie, typowa Włoszka-żona zrzędzi, narzeka na wszystko i bardzo często po prostu drze się bez powodu, oczywiście zawsze jakiś powód znajdzie. My Polki też potrafimy, oj potrafimy... ale na szczęście, daleko nam do Włoszek. Poza tym nauczone jesteśmy pracy, dla nas to normalne, że się pracuje poza domem i w domu... Większość Włoszek, które poznałam mają pomoc domową (nie włoską) przynajmniej kilka godzin w tygodniu, niektóre z tych Włoszek nie pracuje nigdzie, siedzi w domu na utrzymaniu męża... nie są nie wiem jak bogaci...tylko baby są po prostu leniwe...

Czasem mam ogromną trudność znalezienia wspólnego tematu  a tym samym nawiązania bliższej przyjaźni bo jestem tzw. kobietą po przejściach i  moim doświadczeniem życiowym, nie chwaląc się, mogłabym obdzielić z dziesięć Włoszek...żadna z moich znajomych nie zaznała biedy (poznałam też biedne Włoszki ale o tym w innym wpisie), jeśli jest rozwiedziona dostaje solidne alimenty na dziecko i siebie (!) jeśli nie pracuje (a po co ma pracować); przynajmniej połowa z moich znajomych nie ma dzieci, mówię tu o kobietach w przedziale wiekowym 40-60...ale chyba najbardziej drażni mnie próżność, z niektórymi po prostu nie da się rozmawiać... Dlatego założyłam bloga, gdzieś muszę dać ujście swoim myślom ufff...

A ponieważ miało być marcowo to wrzucam mimozę, tradycyjny kwiatek na 8 marca;)Mimosa__Le_Muy1000x600

Tagi: emigracja
17:23, eliatrieste
Link Komentarze (5) »
sobota, 05 marca 2016

Dziś wieczorem idziemy z przyjaciółmi na imprezę lata '70'80 i jak zwykle będzie tam połowa Trieste w średnim wieku. Festę organizuje pewien sympatyczny gościu, który na co dzień pracuje na kasie w supermarkecie. Impreza urządzana jest raz na 2-3 miesiące i zawsze ma jakiś temat, były już: festa w kapeluszu, festa z gwiazdami, festa w purpurowym itd.

Moja pierwsza festa była niezapomniana z dwóch powodów. Zaprosiła mnie Vesna,moja ex współlokatorka, a ją z kolei jej znajomy, który zamówił dla nas bilety sporo wcześniej...Ubrałam się w czeroną kieckę, czerwone szpilki, Vesna mnie uczesała i podmalowała...słowem niezła ze mnie laska...idziemy, ja nikogo nie znam ale nosa zadzieram...Vesna też pierwszy raz szła na tę imprezę i znała tylko tego kolegę... przed wejściem spotykamy  owego kolegę z grupą swoich innych koleżanek, przedstawiamy się sobie wszyscy, ogólnikowe grzeczności i wchodzimy...wszyscy ubrani na biało...kolega nie uprzedził Vesny, że tematem festy jest "biały".... Vesna była w małej czarnej a ja, jak już wspomniałam ... czerwonej... trudno było mi zostać niezauważoną... Po dwóch lampkach wina czułam się już dużo lepiej...

Kto by mógł przypuszczać, że w sierpniu z owym kolegą będziemy świętować naszą czwartą rocznicę...

Dziś festa w stylu charleston, czyli lata dwudzieste... po południu będzie wielkie szykowanie się, może nawet wrzucę jakąś fotkę?

 

Tagi: emigracja
12:04, eliatrieste
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 marca 2016

Wczoraj pogoda wymarzona, pracować się wcale nie chciało ale na szczęście pracuję tylko do południa więc mam czas oczy i duszę nacieszyć błękitem nieba i wiosną coraz śmielej ukazującej swoje uroki. Dziś znowu pada...

Bibi nie widziałam już ohoho, bo to zawsze coś, ona jakieś zabiegi na oczy robi więc nie może się malować i krępuje się bez makijażu pokazywać...a ja jak po pracy wrócę do domu to potem mi już się nie chce do centrum wracać a poza tym pogoda pod psem. Wczoraj był dzień, którego wstyd byłoby w domu przesiedzieć i taką samą myśl miała Bibi, zadzwoniła, że zabieg jej przełożyli i czy po południu mi pasuje...Pasowało bardzo, bo nawet kolacji nie musiałam robić bo Lui umówił się na pizzę ze swoim synem. Od czasu do czasu jego syn je kolację u nas w domu, ale jest trochę nieśmiały, widzę że czuje się skrępowany (ja też), więc lepiej dla całej trójki gdy ojciec z synem pobędą razem podtrzymując więzy krwi...

Bibi jest stworzeniem o bliżej nieokreślonym wieku, zapewne jest sporo starsza ode mnie ale jej duszyczka jest wciąż nastoletnia. Nie znając jej bliżej można by pomyśleć, że Bibi zbyt inteligentna nie jest bo jak sama o sobie mówi "wiesz, że lubię wyglądać jak wariatka"... ach ile to osób poznałam, co chcą wyglądać jak rozumne istoty a jak z nimi pogadasz to łeb mają pusty aż echo dudni... Z Bibi można porozmawiać prawie o wszystkim, jest wielbicielką teatru i sztuki, wiele podróżowała gdy jeszcze żył jej mąż, jest otwarta i pozytywna... Poszłyśmy na kawę i do kina na film, którego Lui z pewnością nie chciałby oglądać... Naprawdę bardzo miły wieczór ale... Bibi jak zwykle ciągle roześmiana i gadatliwa a ja wiem, że coś ją martwi... coś czego w swoim nadmiarze słów nie wypowiada...A może mówiła tyle bo nie chciała bym zadała niewygodne pytanie?

 

 

Tagi: przyjaźń
10:25, eliatrieste
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 lutego 2016

Lui jak każdy Włoch pizzę kocha i mógłby ją jeść codziennie (tak twierdzi) ale ponieważ ceni sobie zdrową  kuchnię więc ogranicza się do 1-2 razy w tygodniu... Ja pizzy nie cierpię, na początku mi smakowała tylko od kilku lat zaczęłam jej mieć dosyć. Wydaje mi się, że wszystkie mają podobny smak niezależnie od nazwy i pizzerii...a więc postanowiłam pizzę zrobić sama. Cóż wielkiego, robiłam tyle razy w Polsce...ale...jesteśmy we Włoszech, tutaj pizza jest płaska i w ogóle inna... W pizzeriach używa się naturalnego zakwasu jako spulchniacza, można też taki kupić w sklepie, ciasto dłużej musi wyrastać i oczywiście ma inny smak. Ja jednak preferuję drożdże. Właściwie mogłabym kupować gotowe ciasto ale to nie to samo...Jeśli mowa o farszu po polskiemu musi być dużo i na "bogato", więc cudowałam z pieczarkami, wędlinami, serami i co mi tam pod rękę wpadło... Książątko moje jadło z apetytem zachwalając, z czasem jednak zaczął sugerować zbyteczność pieczarek , zmniejszenie grubości ciasta... i tak oto po miesiącach praktyki doszłam do "ideału" w oczach (ustach) Lui.

Na cienkim cieście rozsmarowuję przecier pomidorowy, potem ser jaki mam w lodówce, najczęściej mozarella, koniecznie oliwki i plastry prosciutto. Upieczone na chrupiąco. Szybko i bez zbędnej fatyki.

20160228_185911Moje "dzieło" przed upieczeniem20160228_192558120160228_185911120160228_192558

Tagi: Pizza Włochy
18:11, eliatrieste
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 lutego 2016

Moje szczęście wybrało się dziś na narty z kolegami, na narty wybiera się tylko w męskim gronie, gdyż według niego tylko mężczyźni i to nieliczni potrafią na nartach jeździć... Nie lubię zimy, zimna i śniegu...chyba, że w Polsce, jak jadę na święta...Raz jeden Lui próbował mnie nauczyć...6 godzin z nartami na nogach...w tym może ze dwie godziny w pozycji pionowej... Nauczyłam się jednego, NIE LUBIĘ NART...

Bardzo wielu rzeczy się nauczyłam przez ostatnich pięć lat, moim wielkim sukcesem jest pływanie... Pływanie w moim wykonaniu różni się od tego co ogólnie na ten temat sobie można wyobrazić. Moje pływanie polega na oderwaniu się od dna gdy woda mi sięga miej więcej do pasa, potem wykonuję kilka ruchów, które powodują, że się przemieszczam...ale i tak jestem z siebie dumna...Lui też, w końcu to i jego zasługa.

Moje kolejne sukcesy, o których  napiszę innym razem to: nauka włoskiego i triestyńskiego, gotowanie kilku nowych potraw i cały rytuał związany ze spożywaniem posiłków, dbanie o siebie bo nauczona byłam dbać tylko o innych... i całe mnóstwo innych rzeczy...

wtorek, 23 lutego 2016

10492554_333136600169665_2674345913072050436_nTrieste leży przy samej granicy ze Słowenią a do Chorwacji nie jedzie się dłużej niż godzinę. Na zdjęciu Split, tu trzeba było jechać 4 godziny... Ilość polskich turystów w tym regionie zaskoczyła moich włoskich przyjaciół. Lui zrobił mi zdjęcie łącznie ze stopami, które na innych fotkach notorycznie mi ucina :-)                                              W Trieste jest zwyczaj jedzenia obiadów lub kolacji w "Jugo", Włosi lubią dobrze jeść i mało płacić więc słoweńskie lokale są pełne takich "turystów". "Turystyka" z ex Jugo, nie jest już tak mile widziana, mam wrażenie,że wiecej tu obcokrajowców niż rodowitych Włochów...ale na ten temat nie będę się rozpisywać...

poniedziałek, 22 lutego 2016

WP_20150301_008Nareszcie dni zrobiły się dłuższe więc po obiedzie można spokojnie wybrać się na spacer. Przy ładnej pogodzie wybieramy się nieco dalej poza miasto by uniknąć nawałnicy innych spacerowiczów. Jak widać na załączonym obrazku, tutaj wiosna już zawitała. Kwitną niektóre drzewa owocowe oraz mimozy,pierwiosnki, żonkile, KROKUSY itd. itp. Zaczyna się robić pięknie...

 

sobota, 20 lutego 2016

06GolfodiTriesteeCarso197x300To co mnie urzeka w Trieste, to różnorodność... Jest gdzie łazić  i ładować baterie mentalne. Do normalnego funkcjonowania potrzebuję przestrzeni...gdy przestrzeń jest w zieleni i turkusie...ach, słowa przestają być potrzebne, jest tylko niemy zachwyt...

Wczoraj wracając z pracy czekałam na autobus, nic się nie wydarzyło, po prostu stałam i czekałam. W oddali widziałam moje miasto i miałam je ochotę przytulić...jak można przytulić miasto? Ja tylko...dziękuję Bogu...

 
1 , 2